23.01.2012 10:39
87
opublikowana w: F!kcje?, Kontrrewolucja Teraz, Stary Salon
ACTA, ACTA i po ACTAch - czyli remedium!
Pamiętam, że gdy 20 lat temu po raz pierwszy zalogowałem się do Internetu, przedtem korzystając z BBS-ów (między innymi i z nieodżałowanej Maloka BBS , której właścicielem i twórcą był nie kto inny ale – pamiętacie go? – Stan Tymiński), a więc gdy pierwszy raz zobaczyłem Internet, a było to w Stanach, zalogowałem się do biblioteki Kongresu, potem do USENETu, potem do lokalnych serwerów city gdzie mieszkałem i zobaczyłem sposób aktywności obywatelskiej ówczesnych „internautów” (nie znoszę tego słowa!) - to zdałem sobie sprawę, że świat już nie jest taki sam, i że powrót dyktatury komunistycznej i zresztą każdej innej jest niemożliwy, bo powstało narzędzie całkowicie zmieniające obieg informacji – z informacji skierowanej od władzy (wszystko jedno – czy politycznej, czy medialnej) do komunikacji masowej między ludźmi bez pośredników, czyli – mediów właśnie.
To moje ówczesne przeczucie, zmieniło się w pewność gdy trzy lata później rozpocząłem pracę w jednej z pierwszych komercyjnych firm internetowych w Polsce, gdy zrozumiałem co to jest za technologia i jakie konsekwencje niesie. Teraz, będąc w branży nowych technologii już 17 lat, gdy po drodze wyrósł nowy przemysł oparty o technologie internetowe mogę powiedzieć, że nie myliłem się, mimo, że kandydaci na dyktatorów cały czas są, kolejka nawet się wydłuża, a i same rządy tzw. demokracji liberalnych i ich politycy chcą brać ludzi za twarz, zupełnie jakby to byli jacyś czauczeskowie czy inne tego typu indywidua, a nie miłujący demokrację politycy wybierani w pięcioprzymiotnikowych wyborach, co tam, w dwunastoprzymiotnikowych + dwa czasowniki!
Otóż pogląd mój przez te dwadzieścia lat nie zmienił się z prostego powodu – technologia, z którą mamy do czynienia na co dzień, jest nie do opanowania przez jakąkolwiek biurokrację. Co więcej, to jest nieustanna pogoń biurokracji, statycznych systemów państwowych z ich dotychczasowym dorobkiem prawnym, pogoń za nowopowstającymi wynalazkami okołointernetowymi (takimi jak np. pliki mp3 i idącą za tym całą kwestią muzyki w Internecie), to jest pogoń za inwencją inżynierów, innowatorów i enterpreneurów internetowych. Biurokracja zawsze będzie przegrana, ponieważ biurokraci musieliby być obdarzeni nadprzyrodzoną zdolnością predykcji, aby wprowadzać regulacje dotyczące wynalazków jeszcze nie wynalezionych ;)
Przedsiębiorczość internetowa, tak jak technologia, którą wykorzystuje, będzie przekraczać ramy istniejących przepisów prawnych, ponieważ ZAWSZE jest tak, że przepis nie reguluje tego co akurat enterpreneur wymyślił z inżynierem, przepis zawsze jest z tyłu. I dzisiejszy konflikt wokół ACTA i SOPA nie jest konfliktem wokół Internetu jako technologii. Technologia jest jak powietrze – po prostu jest i daje nowe możliwości. To czego jesteśmy świadkami dzisiaj to jest moment przełomu – przemysł oparty o dotychczasowe modele biznesowe zaczyna tracić na tyle duże pieniądze na rzecz biznesów wykorzystujących technologie okołointernetowe, że zaangażowano wszystkie moce „starego świata”, aby nie zatonąć zupełnie.
Jaka jest podstawowa różnica pomiędzy „starymi” modelami biznesowymi, a tym co przyniosły technologie internetowe, lub szerzej - cyfrowe? Odpowiedź jest prosta – różnica polega na relacji do obszarów uregulowanych prawem państwowym dla ochrony czyichś interesów – czy to osób fizycznych lub prawnych, czy to interesów państwa samego. Przykładów mamy multum, najbardziej jaskrawe to oczywiście kwestia muzyki, a druga – hazardu.
Zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku wynalazki cyfrowe spowodowały skrajne zagrożenie dla dotychczasowych modeli biznesowych, i gdyby nie przeciwdziałanie regulatora, czyli organów państwowych, to już by rynek zupełnie inaczej wyglądał. Tradycyjnych producentów muzycznych już by nie było, a hazard w Polsce miałby inną postać – tu państwo polskie wystąpiło we własnym interesie, ponieważ Lotto jest własnością Skarbu.
Przemysł muzyczny, pomimo zmian technologicznych (to samo dotyczy i przemysłu wydawnictw książkowych) opiera się na modelu biznesowym wymyślonym jeszcze przez Rzymian, czyli na sprzedaży egzemplarza nośnika z danymi. Zmieniała się technologia zapisu, model pozostał ten sam, w XIX wieku uzupełniony o ochronę autorskich praw majątkowych, tak, aby zwiększyć i ochronić zyski producenta. Nie autora, ponieważ wobec producenta autor czy wykonawca, ze względu na brak dostępu do klienta końcowego, występował zawsze w słabszej pozycji. Przechwycenie przez producenta gros wpływów ze sprzedaży zapisanych nośników danych można nazwać opłatą czy rentą ze strony autora/wykonawcy za dostęp do rynku.
Dzisiaj ten model całkowicie przeżył się. Złożyło się na to wiele czynników, kluczowym było umożliwienie komunikacji autora/wykonawcy bezpośrednio klientami końcowymi, poprzez drastyczne obniżenie bariery wejścia na rynek – zarówno bariery finansowej jak i kompetencyjnej. Po prostu – każdy autor/wykonawca może założyć własny serwis internetowy, przez który będzie sprzedawał swoje utwory słuchaczom/czytelnikom – i dostarczał je albo w formie cyfrowej, albo tradycyjnej.
Drugim czynnikiem, nie mniej istotnym było wynalezienie streamingu i miniaturyzacja i generalne potanienie sprzętu audio/video. W tym momencie produkcja treści nie wymaga już wielkich nakładów, które do tej pory mogły ponieść wielkie organizacje.
Oczywiście – pozostaje kwestia poinformowania odbiorców o swoim istnieniu – i tu potrzebne są wielkie nakłady, chociaż – wujaszek Google i tu pozwolił drobnym wytwórcom treści na zaistnienie marketingowe, dzięki swojemu produktowi AdWords, czyli reklam płatnych od kliknięcia pojawiających się obok wyników wyszukiwania.
Chociażby te trzy elementy wywracają dotychczasowe modele biznesowe wielkich producentów, zarówno producentów muzyki, wytwórni filmowych, jak i telewizji czy wydawnictw. Oczywiście wielkie organizmy, jak chociażby Apple dostosowują się do sytuacji, albo nawet są prekursorami, co nie zmienia faktu, że tradycyjny model odchodzi w przeszłość, w sytuacji, gdy nie opracowano nowego modelu biznesowego – albo inaczej: usiłuje się go opracować na podstawie przesłanek z przeszłości, ale tego rodzaju działalność jest po porostu chodzeniem do przodu z odwróconą do tyłu głową – nigdzie się nie dojdzie, a można sobie tylko guza nabić.
Tutaj mogę podać przykład z własnego doświadczenia: w latach 1999-2000 opracowałem w ramach prywatnego przedsięwzięcia start up pierwszy w Polsce i chyba jeden z pierwszych w Europie system mikropłatności. System opierał się na prepaidzie i czymś co nazywa się elektroniczny portfel. Szukaliśmy inwestora (private equity) i za każdym razem gdy dochodziło do rozmów na temat zastosowań systemu mówiono nam, że nie ma nigdzie ani w Polsce, ani w Europie zastosowań takiego systemu, na co ja podawałem od razu trzy wymyślone do zastosowania serwisy płatne za pomocą mikropłatności. Nasi rozmówcy usiłowali myśleć o przyszłości na podstawie przeszłości – dokładnie tak jak wszystkie wielkie korporacje, albo ludzie, dla których bezpieczeństwo biznesu jest ważniejsze od spodziewanej renty pierwszeństwa – o dziwo takie myślenie było także obecne w biznesie inwestycji wysokiego ryzyka. Efektem takiego myślenia jest „anachroniczna wynalazczość”, czego przykładem jest Kindle Amazon’a. Jest to nic innego jak nośnik treści wielokrotnego zapisu., Żeby chronić prawa autorskie treści te można odczytać tylko na Kindle’u. A więc to jest to tylko trochę ulepszony model „rzymski”.
Tak więc przemysł oparty o tradycyjnie rozumianą ochronę autorskich praw majątkowych właśnie dobiega swego kresu. To czego jesteśmy świadkami przypomina wydarzenia z końca średniowiecza, gdy cechy starały się ograniczać produkcję dla utrzymania cen, równocześnie walcząc z partaczami, którzy wyprowadzali swoje warsztaty poza granice miast, tam, gdzie nie obowiązywała jurysdykcja cechów. Tamte wydarzenia, cały okres w historii gospodarki, trwał około stu lat. Ponieważ, jak ktoś obliczył, w Internecie życie płynie siedem razy szybciej, to możemy się spodziewać, że zamieszanie obecne będzie trwało z piętnaście lat, a potem wyklaruje się jakiś nowy ład. Teraz wielki biznes usiłuje zaprząc rządy do ochrony swoich interesów, ale nawet jeśli rządy będą spolegliwe, to po prostu życie zrobi swoje i zwyciężą ludzie – prosumenci (produkujący i konsumujący treści) dzięki coraz to nowym wynalazkom. A rządy, które przy okazji zechcą zdusić krytykę swojej polityki i zawiesić wolność słowa i różne wolności obywatelskie poprzez tę spolegliwość skompromitują się ostatecznie i następcy jak ognia będą unikać takich zaangażowań, ponieważ dusząc krytykę pod pozorem pilnowania praw autorskich zabiją wynalazczość. A tego nie zniesie żadne państwo.
Jaki może być ten nowy ład?
Bez wątpienia producent treści chce zarabiać na tym co wyprodukował – zarówno wielka korporacja, redakcja dziennika, agencja prasowa, jak i pojedynczy bloger, taki jak ja (miło byłoby dostać parę groszy za to, że ktoś czyta ten tekst! :)
Można wyobrazić sobie system, którego założenia byłyby następujące:
1. Wytwórca treści opatruje swoje pliki w unikalny indywidualny kod rozpoznawczy. Kod jest wpisany w taki sposób, aby urządzenia operatora internetowego były w stanie ten kod rozpoznać.
2. Wytwórca treści uploadując swój plik, zdjęcie, muzykę itd. dołacza ten kod w sposób automatyczny
3. Urządzenia operatora zliczają ile do jego sieci plików rozmaitych wytwórców zostało ściągniętych. I nie jest sprawdzane KTO ściągnął w sieci tego operatora, lecz ILE i JAKIEGO wydawcy. Przez "ściągnięcie plików" należy tu rozumieć nie tylko to co rozumiemy pod tym (czyli np. ściągnięcie piosenki) ale także załadowanie strony WWW , tak jak tu na salonie, z tekstem i zdjęciami. Oglądanie stron www to ściąganie plików, jakby kto nie wiedział!:)
4. Dane tego billingu są przetwarzane przez jakieś globalne centrum rozrachunkowe, w którym zarejestrowani sa wytwórcy treści, skąd te swoje kody otrzymali.
5. Providerzy internetowi przekazują temu centrum opłatę za ściągnięte pliki do swojej sieci, a centrum rozdziela pieniądze wydawcom treści proporcjonalnie do ilości ściągniętych treści (plików)
6. Prowiderzy internetowi mają pieniądze ze zwiększonych opłat abonamentowych. Gdyby system działał w skali globalnej to zwiększenie abonamentu byłoby minimalne, rzędu 2 – 3%. Kwoty te są przekazywane do centrum rozrachunkowego.
Zalety tego systemu są następujące:
1. Nikt nikogo nie inwigiluje. Operator internetowy zlicza pliki z kodem na wejściu do swojej sieci, tak jak robi to przy okazji rozliczeń za ruch międzyoperatorski.
2. System jest sprawiedliwy. Im więcej ściągnięć pliku – tym więcej pieniędzy dla wydawcy treści.
Odpada kwestia praw autorskich – wydawcy będzie zależeć na jak największym rozprzestrzenieniu się jego treści. Na przykład PAP w tym momencie nie oznaczałaby swoich zdjęć swoim logo i zamykała w abonamencie, tylko chciała żeby wszyscy jak najwięcej ściągali jej treści, nawet, jeśli nie byłyby wykorzystane przez redakcję, ponieważ liczy się sam download, a nie wykorzystanie. "Flat rate" dla użytkownika (dodatek do abonamentu) powoduje, że nie ma bariery cenowej w ściąganiu plików. To samo dotyczy takiej publikacji zdjęć czy video, tak jak my to robimy na S24 , czyli poprzez embedding linku z jakiegoś miejsca w sieci.
Żeby taki system wprowadzić potrzebna jest oczywiście globalna umowa, w rodzaju WTO, zresztą tam chyba należałoby coś takiego zrobić. A przy okazji uzupełniłby się model biznesowy już istniejących serwisów – bo można sobie wyobrazić, że Youtube płaciłoby użytkownikom za wrzucanie treści nie tylko swoich, ale i cudzych, żeby zwiększyć ściągalność plików, a w rozliczeniach zatrzymywało by sobie cześć opłat za udostępnienie infrastruktury…
Uff… widzę, że wymyśliłem remedium na kłopoty z ACTA .
Jakby co , to byłem pierwszy!!!!
skomentuj
Komentarze do notki87 |Zgłoś nadużycie
-
2 pytania
-
@ALL
Warto przy okazji ACTA powrócić do pytania czym jest sam przedmiot ACTA. Co to są prawa autorskie, co to jest własność intelektualna, czemu służyła jej ochrona w przeszłości a czemu służy teraz? Istnieje na rynku świetna książka, która w przystępny, żeby nie powiedzieć w pasjonujący sposób opisuje historię, ideę i teraźniejszość ochrony wytworów ludzkiego intelektu. Okraszony konkretnymi anegdotami wykład czyta się jak sensacyjną powieść, a można dzięki niemu zrozumieć jak od ochrony twórców doszliśmy dzisiaj do ochrony medialnych koncernów z jednoczesnym szykanowaniem tychże twórców.
Lawrence Lessig swoją książkę pod znamiennym tytułem „Wolna Kultura” udostępnił na prawach Creative Commons, czyli m.in. wolno kopiować, rozprowadzać, przedstawiać i wykonywać objęty prawem autorskim utwór oraz opracowane na jego podstawie utwory zależne pod warunkiem, że zostanie przywołane nazwisko autora pierwowzoru. Jest on dowodem na to, że można udostępnić w internecie utwór do dalszej dowolnej obróbki oraz jednocześnie zarabiać na sprzedaży jego materialnego nośnika.
Więcej tutaj - polecam:
http://wiktorinoc.blogspot.com/2012/01/wolna-kultura-ad-acta.html
-
@Futrzak
Technicznei to bułka z masłem . 2-3% to na oko plus sufit plus kierunek wiatru, ale z dużą dokładnością. :) Ale jedno jest pewne - im grubsze łacze, tym więcej ściągania, tym większy abonament.
-
@szczurbiurowy
Jeśli ISP nie wie kto konkretnie ściąga określony plik (bo tego nie śledzi wg. tej propozycji) to w jaki sposób określa kto płaci te extra "2-3%" więcej ?
-
@lyx
Wszyscy klienci płaciliby więcej, ponieważ wszyscy ściągają pliki które są czyjegoś autorstwa. ściąganie plików to nie tylko ściagnięcie piosenki z torrenta, ale też załadowanie strony www , takiej jak teraz na salonie, z treścią tekstową i ze zdjęciami - i za to płaciliby klienci za pośrednictwem operatora do centrum rozliczeniowego, a to z kolei do wydawcy treści.
-
...a gdzie swobodny rozwój?...
...tzw. "własność intelektualna" sprowadzona do absurdu, nawet algorytmy się patentuje- swobodny rozwój czy celowe uwstecznianie?(dozowanie)?
-
Pesymistycznie (advocatus diaboli)
"Biurokracja zawsze będzie przegrana, ponieważ biurokraci musieliby być obdarzeni nadprzyrodzoną zdolnością predykcji, aby wprowadzać regulacje dotyczące wynalazków jeszcze nie wynalezionych ;) "
Oby, ale może być i tak: wszystko jest zakazane, oprócz rzeczy dozwolonych i do tego wiecznie żywa baza danych -milion jeden wyjątków.
Takich przykładów mamy wiele: w podatkach, w tzw. wolności gospodarczej, w prawach człowieka -Co mnie wk..ia: zamiast powiedzieć co jest zabronione, a wszystko inne wolne - Oni mówią co jest dozwolone, a wszystko inne zabronione. Zwyczajnie chcą nas zząbić, przeżyją tylko paranoicy.
-
@szczurbiurowy
Patrząc na "sukces" naszej rodzimej opłaty RTV jakoś nie przemawia do mnie system "zbiorowej finansowej odpowiedzialności" ;)
-
@autor
>Uff… widzę, że wymyśliłem remedium na kłopoty z ACTA .
Nic Pan nie wymyślił, zapomina Pan jak to działa. Pliki można kopiować, edytować....
Poza tym działają takie rozwiązanie i może Pan włączyć na swoim blogu płatności.
Najtaniej, bo bez pośredników :)
-
Jak SKUTECZNIE dotrzeć do polityków w sprawie ACTA?
Jedyny skuteczny sposób dotarcia do polityków w sprawie ACTA to danie im jasno do zrozumienia, że nie dostaną od internautów głosów w przyszłych wyborach:
http://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=216497761773979&id=215317315225357
-
@szczurbiurowy
Stana pamiętam. Pomysł znakomity! W nagrodę zdjęcie rzecznika z bloga NRohirrim

Ogromne zainteresowanie - kolejny sukces Platformy
-
@meibi
Otóż wymysliłem - model. Szczegółowe rozwiązania techniczne - to inna bajka. Jak zrobić, żeby kod byłobecny pomomo kopiowania i nie był usuwalny.
chodzi o system automatycznych płatności a nie sprzedaż kontentu za pomoca karty. Sciągnięcie pliku to także załadowanie strony www, tak jak tu na salonie, razem ze zdjęciami - i za to by szły opłaty. Torrenty to tak naprawdę margines problemu.
-
juz niedługo będziemy zmuszani do płacenia abonamentu, analogicznie do abonamentu RTV
a kontrola treści w internecie będzie coraz większa
-
Autor
naprawdę przełomowy tekst. i najlepsza obecnie analiza zaistniałej sytuacji.
ochrona jakichkolwiek praw autorskich nie moze być powodem gigantycznej inwigilacji spoleczenstwo, bo prawa maja swoją hierarchię. Są prawa podstawowe i wtórne. zeby inwigilowac trzeba miec uzazadniony powod i wyrok sądu.
-
@szczurbiurowy
Bardzo dobrze przedstawił Pan tę sprawę i - co najważniejsze - w sposób zrozumiały także dla osób spoza branży informatycznej. Nie śledziłam aż tak dokładnie ostatnich wydarzeń wokół ACTA więc moja wiedza ogranicza się jedynie do wiadomości ogólnie dostępnych ale i na tej podstawie widać jakieś drugie dno tej historii. Wygląda na to, że to, co przedostaje się do opinii publicznej nie zawsze jest zgodne ze stanem faktycznym (czy też nie obejmuje jego całości).
Pozdrawiam
-
Szczurbiurowy!
Dzięki za jasny i czytelny przekaz.Wielu z nas,nie zdaje sobie sprawy
z przyspieszenia w świecie,w jakim żyjemy.Opisy zamieszczone przez Ciebie,rzucają odrobinę światła,na procesy których jesteśmy nieświadomymi uczestnikami.Mam wrażenie że "tfurcy" ACTA niekompetencje i strach przed nowym,ukrywali pod szyldem-tajne/poufne.
Niezależność internetu nade wszystko.
Ps.Spolegliwy-to taki na którym można polegać,a to nie znaczy uległy.Z szacunkiem,pozdrawiam.
-
@Futrzak
>czy to technicznie wykonalne?
A czy jest technicznie wykonalne dodanie podpisu cyfrowego do dowolnego pliku?
-
@Horodenko
Korporacje mogą polegać na rządach, prawda?
Dzięki!
-
Strzałka czasu a prawa autorskie
Kwestia ochrony praw autorskich w internecie i nie tylko budzi od dawna mój niepokój. Wywołany jest on dysproporcją sił między twórcami, wydawcami i nabywcami. Ta dysproporcja pociąga za sobą specyficzne rozwiazania, korzystne dla jednej ze stron. Interesuję się poniekąd zawodowo ochroną praw do utworów muzycznych i obserwuję, jak stopniowo rozszerzany jest czas obowiązywania ochrony. Z początkowych 25 lat, przez 50 i 75.
Co oznacza taki akurat okres? Otóż jest on powiązany z upływem czasu po prostu. Gdy obowiązywał okres 25-letni, mniej wiecej tyle lat miały najstarsze nagrania, które opłacało się wydawać. Minęło trochę lat i okazało się, ze ludzie nadal kupują muzykę z lat 40. i 50., więc wprowadzono odpowiednią ochronę, anulując wcześniejsze przepisy. Minęły dalsze lata i nagle okazuje się, że trzeba chronić prawa autorów (?) wstecz na 75 lat, a może i 90. Co się zmieniło? Nic, poza tym, ze czas płynie, a granica nagrań, które nadają się do słuchania na współczesnym sprzęcie i odpowiadają gustom współczesnych słuchaczy wciąż stoi w miejscu, w okolicach początku lat 50. Co to oznacza w istocie? Otóż chodzi o wieczystą ochronę praw do nagrań, zwłaszcza tych, na które jest potencjalny popyt. Kolejne przesuniecia granicy czasowej są tego praktycznym zastosowaniem.
Wracając do początku mojego komentarza: czyje interesy realizowane są przez ciągłe wydłuzanie okresu ochrony? Nabywców w żadnym wypadku. Autorów? Nie, bowiem coraz częściej już nie żyją, można by raczej mówić o ich spadkobiercach, konkretnie wnukach. Związek wnuków z wytworzeniem utworu jest oczywiście żaden i dziedziczenie przez potomków praw do utworu w nieskończoność wydaje się dyskusyjne. W gruncie rzeczy jednak nie zachodzi ono często, bowiem z czasem na placu boju pozostają firmy będące jedynymi włascicielami praw autorskich. I one właśnie są najsilniejszą stroną w równaniu, i to wyłącznie w ich interesie jest przesuwanie w nieskończoność okresu działania praw do utworu. Gdyby w czasach Mozarta istniały prawa autorskie we współczesnym rozumieniu, jakiś wydawca z Salzburga do dzisiaj dostawałby tantiemy, kiedy tylko zachce mi się zagwizdać na ulicy pierwsze takty Eine Kleine Nachtmusik. Absurd? Owszem, do tego zmierzamy, ale co dla jednych jest absurdem, dla innych świetnym interesem, którego inwestycja spłaciła się jeszcze w czasach generała Eisenhowera.
-
szczurbiurowy
ACTA, SOPA, PIPA oraz walka z internetowym piractwem to tylko pretekst. Umówmy sie, ze nie o to w tym wszystkim chodzi. Flatrate placimy wszyscy uiszczajac kazdorazowo obola kupujac jakikolwiek nosnik pamieci. To ze kilka koncernów na samej górze ma problemy z dogadaniem sie i podzialem tortu nie usprawiedliwia takiego ataku na nas. To ze mozna "normalnie" zarobic na calym interesie (satysfakcjonujac) wszystkich udowodnil juz przed laty Apple z iTunes.
Pozdrawiam
-
Interesujący tekst
Swoją zlotówkę wrzuciłabym za mozliwość jego przeczytania. Podlinkuje go dwóm osobom z branzy.
-
Bardzo fajnie i przejrzyście
napisane. Jednak istnieje podstawowy problem, który zawsze zresztą istniał, jak odbiorca końcowy ma dotrzeć do treści naprawdę go interesujących. W tym założeniu musiałny ściągać z sieci setki plików zanim trafiłby na ten, dla niego ważny. Koszt takiego "szukania" byłby znaczny.
Czyli, musiałby opierać się na informacjach autorytetów,którzy zawodowo ściągają pliki i je analizują i oceniaają. Stąd tylko krok do społeczeństwa wyzutego z samodzielności. Tak jak się obecnie dzieje, do tego net zmierza, np w s24, gdzie informacje są dozowane pracą adminów, przez nich oceniane i dopuszczane do rozpowszechnienia, a autorzy podpadający adminom są usuwani poza nawias.
-
autor coś głupoty opowiada
ws. bbsów sprzed 20 lat - trzeba było wystąpić o przepięcie do nowoczesnej centrali, która utrzyma połączenie, i która nie nawrzuca niczego głupiego na linię
nie było innych bbsów, więc podpiąłem się do serwisu corela - jedynie takie coś znalazłem - na może dwie minuty
telefon ponownie zaczął działać po tygodniu, rachunek miał być taki, że jeszcze przez ładnych parę lat przeżywałem, dość powiem, że następnym razem do bbsu podpiąłem się dopiero w '94
od pozostałych akapitów autora podobnie człowieka wygina - najlepszy kit wszech czasów - pytam nieznajomego co słychać, on mi odpowiada bluzgiem, bo go ząb boli, a zaraz potem go psy pogonią, bo bluzga publicznie - może autor nie rozumie, jak net działa, a może pasuje mu krętactwo, na którym oparto całe netowe prawodawstwo - w przeciwieństwie do autora, taki nowy-stary ład chętnie .. skanalizuję
-
@hoppla
Coś Kolega za dużego hoppla ma. Korzystał kolega z Maloki ?
Drugi akapit to jakiś bełkot. Albo merytorycznie albo wypad.
-
@szczurbiurowy
"powrót dyktatury komunistycznej i zresztą każdej innej jest niemożliwy"
Powyzsze stwierdzenie brzmi rozkosznie naiwnie w kontekscie swietnie majacej sie dyktatury komunistycznej w Chinach, pomijajac swietnie prosperujaca dyktature saudyjska i wiele innych na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Azji. Tam sie nikt nie certoli tylko kontroluje internet od A do Z i zakuwa w dyby niepokornych. Chlopcy w Europie i USA zotientowali sie, ze ida ciezkie czasy i tzw wolnosc slowa w internecie na dobre im nie wychodzi i chca dorownac Chinczykom.
-
@bravor
Sćiaganie plików to korzystanie z internetu, takie jak dziś. Napisałem o tym. Koszt taki sam jak do tej pory zwiększony o minimalna opłatę za treści, płatną za pośrednictwem operatora do centrum rozliczeniowego.
-
@Jacek Michał
Jasne - mówię o państwach demokratycznych naszego kręgu kultirowego. Czy w Europie ludzie pozwolą sobie na to, żeby rządy filtrowały internet tak jak w Chinach? O to moi chodzi. Chiny są dyktaturą i będą, bez względu na to czy jerst tam internet, czy nie. To samo do tyczy Saudów.
-
To że nie przeczytałeś
mojej notki świadczy tylko o tym że dostawca netu, w tym wypadku s24 może autorów ukryć ze stają się niedostępni dla ogółu. Może to zadzalać również na szczeblu wyższym niż s24. wówczas, niby masz dostep do netu ale nie masz równych praw w publikowaniu i o to chodzi w tym wszystkim. Chodzi o prawne ograniczenie mozliwości publikacji dla określonych osób i kręgów osób.
-
@Lubicz
Że mozna "normalnie" zarobic na calym interesie (satysfakcjonujac) wszystkich udowodnił juz przed laty Apple z iTunes
iTunes to postęp, ale i tak niewystarczający; na dłuższą metę rozwiązania Apple'a czy Amazonu będą raczej opóźniać wprowadzenie prawdziwie nowoczesnego, globalnego systemu (np. na wzór proponowanego przez Szczura) niż je przyspieszać...
-
@szczurbiurowy
No chyba nie, pan chce zamienić całą formułę praw autorskich na mikroopłaty korzystających z netu. Przy dużym ruchu w sieci pojedynczego usera, opłaty jego za dostęp do treści chronionych, a wszystkie treści byłyby chronione, byłby znaczny.
-
system niemożliwy technicznie + naruszający tajemnicę korespondencji
Taki system (monitorowanie przez dostawcę internetu, jakie pliki zostały ściągnięte) jest po pierwsze niemożliwy technicznie - protokół HTTPS na przykład, albo SFTP (czyli połączenia szyfrowane z serwerem, w których tylko klient może odszyfrować) uniemożliwi monitorowanie.
Druga sprawa - żeby sprawdzić, czy ktoś 'ściągał' jakiś plik trzeba prewencyjnie sprawdzać, co dany ludź robi w sieci. Inaczej mówiąc - podsłuchiwać, wnikać w treść przesyłanej informacji po to, by sprawdzić, czy aby przypadkiem nie złamał prawa. W skrócie - inwigilacja prewencyjna.
w skrócie - nie da się technicznie, do tego byłoby niemoralnie ;)
-
@entefuhrer
ITunes jest przykladem "anachronicznej wynalazczosci". To jest dostosowywanie modelu "rzymskiego" do zmieniajacej sie rzeczywistosci i kolo ratunkowe dla koncernow. Appstore jest juz bardziej to o czym piszę.
-
@trubro
Chodzi o globalna liczbe plikow sciagnietych do sieci operatora, a nie co ludz robi. To nie ma nic wspolnego z tajemnica korespondencji, a za to wszystko ze statystyka serwera www. Uprasza osie o czytanie ze zrozumieniem.
-
@szczurbiurowy
> ITunes jest przykladem "anachronicznej wynalazczosci"
Pamiętam jak Phillips próbował wylansować cyfrowy magnetofon kasetowy... ;)
> Appstore jest juz bardziej to o czym piszę.
Co do iTunes a AppStore, to nie bardzo łapię tę różnicę między nimi - nie używam nic Apple'a; to firma kojarząca mi się 'od zawsze' z rozwiązaniami zamkniętymi, a tych - jeśli tylko mogę - unikam.
-
Trzy sprawy
Po pierwsze - pomysł oznacza gigantyczne zagrożenie dla dotychczasowej struktury wielobilionowego biznesu. Podkreślam, dla struktury, a nie dla biznesu. A to oznacza opór najgroźniejszy z mozliwych, bo związany z obroną stanowisk i hierarchii konkretnych, niezwykle obecnie wpływowych ludzi.
Po drugie - co z tymi, którzy chcą produkować, handlować i kupować dane na tradycyjnych nośnikach (video, audio, książki, programy)? Prawo autorskie w ich wypadku przestanie działać?
Po trzecie - wszystko zalezy od tych szacowanych 3-5%. Jeśli rzeczywiście abonament, jaki płacimy za dostęp do Internetu zostanie zwiększony tylko o kilka złotych miesięcznie, całość ruszy do przodu błyskawicznie. Jednak obawiam się, że negocjacje na temat wysokosci opłat mogą potrwać dziesięciolecia, a całośc i tak zacznie sie od podwojenia abonamentu.
Wszystko oczywiście w cieniu kolejnych aresztowań dziesięciolatków, którzy "złamali prawo" ściągając plik z muzyką oraz właścicieli warsztatów, oferujących w Internecie zamienniki części do samochodów.
Ale poza tym - pomysł bardzo dobry.
Pzdr
-
@entefuhrer
Ja akurat jestem "apple addicted";)
-
@szczurbiurowy
"Ale jedno jest pewne - im grubsze łacze, tym więcej ściągania, tym większy abonament."
A co z osobami, które prawie nic nie ściągają z sieci - myślę o muzyce czy filmach? Wtedy one finansowałyby częściowo tych, którzy dużo ściągają.
-
@szczurbiurowy
> Ja akurat jestem "apple addicted"
Pierwsza działka gratis ;->
-
nieustanna pogoń biurokracji .......
Biurokracja nie goni nowych technologii - biurokracja w obronie biurokracji działa szybko i bez kompromisu.
"Radiostacja Gliwice" - ministra Boniego już zaczyna nadawać.
Konserwy są już podsuwane.... "Boni: Hakerzy wykradli dane z laptopa wiceministra ds. cyfryzacji".
-
@autor
Pirackie filmy i programy były w sieci zawsze ale przed powstaniem serwisów typu rapidshare czy megaupload dostęp do piratów miał niewielki procent internautów. Teraz każdy może w ciągu kilku-kilkunastu minut dotrzeć do dowolnego filmu/płyty/programu. I na tym polega problem - jak znikną filelockery to zniknie problem.
-
pozwoliłem sobie
przesłać na adres mailowy pana boniego pańską propozycję, strona działa.
-
@antoni
tia
Dobrze, że się znasz - bo byłoby z nami cienko. Te piraty jedne są straszne. Na szczęście Pan Antoni odkrył przed nami genialny sposób na pozbycie się tego "robactwa" :)))))))))))
-
@ Autor
Ciekawa propozycja na bazie której można by było coś stworzyć.
Ale to się nie uda!
Poprawny pomysl musi zawierac mozliwosc zatrudnienia olbrzymiej ilosci urzednikow, stworzenia masy prawnych ulg i wyjatkow jak tez konieczność sprawdzania sprawdzen. Gdzie jest możliwość udupienia Kowalskiego?
Niestety ale brak powyższego przekreśla Twój pomysł jak tez (profilaktycznie) jego rozwijanie.
-
@Autor
Nie ma remediów, jest wojna - na razie. Taki stan przejściowy między jednym pokojem a drugim.
-
@antoni
Piraty nie znikną.
Zlikwidowanie Megauploadu spowoduje lukę, która zostanie zapełniona przez inny serwis, który na przykład będzie dawał cześc pliku, a inny serwer w innym kraju druga cześć, połączone ze sobą przezroczystym dla usera oprogramowaniem, natomiast transmisja bedzie rozproszona z kilkunastu serwerów w różnych miejscach świata i do tego w zmieniajacych sie numerach IP, które będą zmieniane w algorytmie znanym dla oprogramowania klienckiego na kompie usera. Walka z tym bedzie wyglądac jak łapanie pcheł, albo jak kreskówka Tom and jerry.
Ja powyższy model wymyśliłem na poczekaniu w pięć minut piszac ten post. A co dopiero goście, ktorzy chcą zarobić kasę z takiego biznesu. Żadna biurokracja nie da temu rady - musieliby po prostu zamknąć internet na klucz. Ciekawe, swoją drogą, że wynalazek będacy owocem zbiurokratyzowanego państwa powoduje, że to państwo przestaje mieć cokolwiek do powiedzenia w kluczowch momentach swego istnienia,
-
@martinez0
Z wami było, jest i będzie cienko. Po upadku megaupload:
- filesonic odcięło możliwość dzielenia się plikami, dostęp do plików ma tylko uploader
- filejungle i fileserve skasowały program partnerski, usuwają tysiące plików z serwerów
- uploaded.to blokuje dostęp dla internautów z USA
A to dopiero kilka dni...
-
@autor
"...nikt nikogo nie inwigiluje..."
Dlatego ten pomysł nie ma szans na realizację.
Pozdrawiam.
-
@szczurbiurowy
powtarzam - nie da się.
liczba plików ogólna, po https ? Z odczytywaniem kodu ze środka pliku (z identyfikatorem ? ) jak zajrzeć do pliku nie odszyfrowując ?
jak sprawdzić, czy ściąga plik nie sprawdzając, co robi ? A może ściąga przez tunelowanie połączenia ? Zakazać tunelowania, czy podglądać, co robi ?
Bez 'podglądania' nie da się stwierdzić z całą pewnością, czy ktoś ściąga plik, czy nie.
Proszę uwierzyć programiście - nie da się tak. Albo totalna inwigilacja albo brak kontroli.
-
@antoni
>Z wami było, jest i będzie cienko. Po upadku megaupload:
Co to ma znaczyć? Jakieś pomówienie, czy tylko "próba"?
Lepiej się wytłumacz ciemnoto, zanim narobisz sobie kłopotów.
Albo przeproś.
-
@trubro
Jasne, że teraz tak. Ale - i tu jest moje doświadczenie enterprenera internetowego - jeśli będzie potrzeba, to inzynierowie, i programiści tacy jak Pan wymyślą cos takiego, co pozwoli nakarmić wilka i owcy uratowac skórę. Bo ja wiem? Jakieś HTTPSSS Dubel Prim? Zresztą napisałem o tym - nie ma co patrzeć w przyszłośc kategoriami przeszłości. To co że teraz się nie da? Jeśli ktoś zobaczy możliwość zrobienia kasy na takim systemie, a do tego będzie konieczność wynikajaca z potrzeby zachowania spokoju społecznego - to się da . Dlatego daleki byłbym od zapierania się że "się nie da". To nie są kwestie stałych fizycznych tylko wynalazczość i umowy. Kiedyś też się wydawało, że transmisja szybsza niż 64 kbps jest niemożliwa do osiągnięcia. Sam pamietam jak sprzedawałem takie łącza za 2500 zł miesięcznie. A wyższe przepływności "były niemożliwe do osiągnięcia" na miedzi. Bull...t!
-
@szczurbiurowy
niestety (a właściwie stety) - nie da się tego rozwiązać technicznie - nawet w przyszłości - bez totalnej inwigilacji. HTTPSSSS Dubel Prim musiałby być jedynym i obowiązkowym protokołem, gdyby miał działać - a tak się nie da. Da się to rozwiązać przy zakazaniu szyfrowania tylko, albo nakazie stosowania takiego szyfrowania, które operator może łamać.
To nie jest kwestia stworzenia nowszej i lepszej technologii - tu działają zasady informatyczno-matematyczne (kryptografia) odłączone od sprzętu. Jak jest kryptografia porządna, to operator się nie dowie, czy ktoś ściąga plik, czy rozmawia przez skype'a (jeżeli użytkownik chce to ukryć).
-
@trubro
Jestem dobrej myśłi.
-
@trubro
>albo nakazie stosowania takiego szyfrowania, które operator może łamać.
To się będzie nazywało: "kodowanie" :)
-
@szczurbiurowy
Jeśli dostęp do pirackiej treści będzie wymagał instalacji dodatkowego oprogramowania poza przeglądarką to wytwórnie będą mogły ogłosić sukces. Wtedy bowiem statystyczny Amerykanin z Teksasu czy Alabamy nie będzie potrafił dotrzeć do pirackiego filmu, muzyki czy programu - rynek piracki skurczy się do minimum. Teraz to prawdziwy przemysł.
A tak poza tym - FBI nie zajęło serwerów megaupload znajdujących się w Holandii. Zajęło domenę.
-
@antoni
MOże być dowolnie. Pomysłowość ludzka jest nieograniczona.
-
@szczurbiurowy
proszę wybaczyć, ale podobnie można być 'dobrej myśli', że kiedyś 2+2 to będzie 69. Matematyki się nie przeskoczy. Nie da się mieć zaszyfrowanego ciągu danych i jednocześnie:
- wiedzieć czy w środku jest plik (czyli poznać fragment treści)
- nie odszyfrowywać (nie inwigilować)
-
@szczurbiurowy
Wydaje mi się, że wciąż jeszce istnieją problemy techniczne związane z korzystaniem z tej formy zakupów. Jeżeli ktoś chce kupić jakąś piosenkę, którą piosenkarka śpiewa przez 4 minuty,to nie ma przeszkód technicznych.
Ale, dajmy na to, że chcę kupić komplet kwartetów smyczkowych Haydna (33 płyty), Kantat Bacha (60 płyt), symfoni Brucknera (10 płyt) itd., to przy przepustowości sieci w Polsce jest to zupełnie nieosiągalne. Jako meloman coś o tym wiem. Sklepy internetowe na świecie też tak obszernych produktów w formie elektornicznej jak dotąd nie oferują powszechnie(nawet w formie kompresji bezzstratnej). Pojedyncze płyty -tak.
Ale to może rzeczywiście jest kwestia 10 lat
Tutaj pojawia się jeszcze problem serwera i jego pojemności - co najmniej kilku terabajtów, jeżeli ma się obszerne zbiory.
No i oczywiście kwestia jakości dźwięku, która przez urządzenia komputerowe jest traktowana drugorzędnie.
Z tym, że jakości dźwięku nie uznaję za poważny problem- dziesiątki milionów ludzi słuchają codziennie dźwięku z bumboksów o bardzo niskiej jakości i są zadowoleni. Również dźwięk z MP3 ich zadowala. Nie każdego drażni (dotyczy to też zawodowych muzyków), że dźwięk skrzypieć z takich nagrań często przypomina dźwięk skrzypiec elektrycznych, a pasmo przenoszenia jest radykalnie okrojone od dołu i od góry.
-
@trubro
NIe o to chodzi. Szyfrowanie może być na przykład obciązone jakąś opłatą i szlus. Coś w rodzaju ryczałtu. Ja wymyśliłem pięć rzeczy w ciągu konwersacji na blogu. A inzynierowie, którzy zajmą się tym na powaznie wymyślą 100 rzeczy i któraś będzie rozwiązaniem problemu.
Ale szyfrowanie za ryczałt podoba mi się - co Pan na to?
-
@szczurbiurowy
"Jakby co , to byłem pierwszy!!!! "
Nie ciesz się tak chłopie, pionierzy giną pierwsi, rewolucja(także internetowa!) pożre przede wszystkim własnych ojców. Zawsze tak jest. A co do pomysłu, to chociażem laik w nowoczesnych technologiach, podoba mi się. A może właśnie dlatego?
Niestety, nie potrafię ocenić możliwości wprowadzenia go w życie. Wobec oporu "grupy trzymającej internet" będzie to zapewno trwało i trwało. Ale kiedyś ktoś zapewne wspomni skromnego szczura biurowego, który miał rewolucyjny pomysł. Czego serdecznie życzę i pozdrawiam
-
@seaman
"pionierzy giną pierwsi" - wiem coś o tym:)
-
@szczurbiurowy
nie ma szans - komu miałbym płacić, jeżeli to mój komputer by szyfrował ? I dlaczego ? Wyższa opłata za przesyłanie szyfrowanych danych ? Każdy, kto szyfruje płaci ZAIKS'owi ? ;) A jakim prawem ktoś sprawdza, czy moje dane są szyfrowane, czy nie ? To łamanie tajemnicy korespondencji przecież. Poza tym dobrze zaszyfrowany ciąg danych wygląda jak szum - to co, za szum też mam płacić ? Albo za rozmowę z ciotką przez Skype'a ?
Powiem jedno - wiele koncernów medialnych myślało nad tym, wydano setki milionów dolców i doszli do prostego wniosku - technicznie się nie da bez inwigiliacji. Dlatego promują inwigiliację.
-
@antoni @szczurbiurowy
> Jeśli dostęp do pirackiej treści będzie wymagał instalacji
> dodatkowego oprogramowania poza przeglądarką to wytwórnie będą
> mogły ogłosić sukces
Tak było przecież jeszcze do niedawna, kiedy głównym sposobem zdobywania plików były sieci P2P; potem przyszły torrenty, a dopiero stosunkowo niedawno - ściąganie plików wprost przez przeglądarkę (jak w przypadku MegaUpload)
Nie byłaby to więc żadna nowa jakość, ale po prostu krok wstecz (moim skromnym już raczej niemożliwy)
-
@trubro
przeiceiż to operator płaci z arodzaj transmisji który od niego wychodzi.
-
@trubro
i w dodatku nie za pojedyncza transmisję tylko za wszystkie, które wyszły od niego. Gdzie tu inwigilacja? Na tym samym poziomie jak admin sieci patrzy co się u niego dzieje. Podmioty zewnętrne nie bedą przecież wiedziały co się dziej w tej sieci.
-
Ciekawe, brakuje jednak jednej rzeczy:
globalnej oplaty za dostep do internetu, rozdzielanej wedlug tego klucza ktory zaprezentowales do providerow.
W przeciwnym razie kazdy user odwiedzajacy powiedzmy w ciagu miesiaca 100 providerow musialby miec 100 abonamentow.
Przy rozliczeniu mozna by bylo uwzglednic w jakims stopniu rowniez kontekst geograficzny.
Bo wtedy, w przypadku globalnego abo traca racje bytu kopie rodzielane na download serwerach.
Wysokosc abo moze byc rowniez uzalezniona od geografii.. np. Polska 1zl a Niemcy 1 euro. :)
-
@stasieczek34
Z tą jakością nie jest tak źle - w końcu istnieją formaty bezstratne, również "gęste", które można wykorzystać do sprzedaży w sieci. Jest wiele sklepów internetowych, które sprzedają np. FLAC-ki (sam kilka razy korzystałem - bo nie można było dostać jakiegoś materiału w PL).
Są też odtwarzacze, które sobie z tym świetnie radzą - od "budżetowych" Squeezeboxów Logitecha (gra nieźle, o ile doposażony w dobrzy przetwornik DA), po audiofilskie serwery muzyczne za kilka(naście) tysięcy funtów (akurat Anglicy mają się czym pochwalić).
-
@szczurbiurowy
Podoba mi się zwłaszcza nawiązanie do Średniowiecza!
Bo historia zawsze się powtarza, tylko - jakby tu rzec - "scenografia" się zmienia, ale nie ludzie.
-
@wiktorinoc
Racja my libertarianie uważamy za najważniejszą własność fizyczną a nie urojoną owszem jest odmiana libertarian upajających się prawami autorskimi ale A)
O traktatach typu SOPA, ACTA, PIPA czy KLO(kontrola legalności oprogramowania) i innych inwigilacjach bez dowodów niema mowy, B) i tak jest to mniejszość libertarian.
-
DRM?
Twój pomysł na pobieranie opłat jest "zmyślny", ale nie uwzględnia tego, że użytkownicy mogą się też bezpośrednio wymieniać copyrightowanym materiałem. To raczej trudno byłoby zliczyć (a mówimy o pomyśle, że tantiemy miałyby zależeć od ilości pobrań). W takiej sytuacji trzeba by albo określić, czy "fair use" (dozwolony użytek) oznacza również prawo do pożyczania lub kopiowania treści osobom najbliższym i/lub znajomym, albo spróbować innego rozwiązania.
Jako nabywca e-książek i plików muzycznych w różnych postaciach mam swoje przemyślenia w kwestii DRM-u. Przede wszystkim, DRM nie byłby złym rozwiązaniem, gdyby nie dwa problemy:
- przywiązanie praw do elektronicznego medium zamiast do żywego użytkownika (chodzi o to, że pliki, które nabyłem kiedyś, mogę odtworzyć tylko na ograniczonej liczbie urządzeń - a w praktyce okazuje się, że po pewnym czasie, gdy zmienię urządzenie, zazwyczaj już nie mogę ich odtworzyć, bo nie istnieje oryginalny wydawca DRM, albo pojawia się inny problem techniczny)
- brak jednego DRM dla wszystkich formatów (dzięki temu mam np. wma kupione przez Onet plejer, który niechlubnie zakończył działalność i nie mogę już tych plików odtworzyć po upgrade komputera, książki w formacie PDF chronione wtyczką "fileopen", książki w formacie Palm Ereader chronione nie wiem czym, epuby chronione jakimś Adobe'owym DRMem, jeden plik Microsoft Reader, którego nie mogę teraz niczym otworzyć oraz całkiem sporo Amazonowych AZW).
Te dwa problemy można by rozwiązać już dawno, gdyby wydawcom faktycznie zależało na ochronie praw autorskich, i gdyby chcieli uczciwie traktować odbiorców. Jednak wydawcom zależy wyłącznie na kasie i zawsze będą szukać takich rozwiązań, które (w ich mniemaniu) dostarczą najwięcej przychodu. Cała gadka o ochronie praw autorskich służy tylko zakamuflowaniu ochrony własnego interesu, czyli tego jak wydusić najwięcej kasy z odbiorców.
Rozwiązaniem technicznym mógłby być choćby jakiś "token" - czy to w postaci karty SD, czy innej, który wkładałoby się do urządzenia, które ma odtwarzać pliki. Na tym tokenie zapisany byłby jakiegoś rodzaju podpis elektroniczny osoby - a odpowiednik tego podpisu (hash, MD5 czy na zasadzie klucz publiczny-klucz prywatny) wpisany byłby w zakupiony plik. Urządzenia pamiętałyby ostatni użyty podpis, tak więc nie trzeba by za każdym razem wprowadzać go na nowo, a z drugiej strony - można by zabrać swoje pliki i odtworzyć na odtwarzaczu u znajomego (wkładając własny token). W razie zagubienia lub zniszczenia tokenu instytucja wystawiająca podpis elektroniczny powinna bez problemu odtworzyć go i wydać nowy token. Od strony technicznej wprowadzenie jednolitego i sensownego DRM-u i powiązanie go z fizycznym użytkownikiem (a nie z urządzeniem) nie byłoby więc wielkim problemem. Problemem jest natomiast mentalność koncernów, których jedyną zasadą jest chciwość i niszczenie konkurencji.
A w kwestii Kindle'a - to nie do końca prawda, że książki z Amazona można czytać tylko na Kindle. Można je również czytać w programie Kindle na PC lub na Androidzie i nawet dość sprytnie działa synchronizacja - jeśli np. przerwę lekturę na Kindle'u i później zacznę czytać ją na PCcie, to program zapyta mnie, czy chcę wznowić od ostatniego miejsca "doczytanego" na Kindle'u.
-
@Szczurbiurowy
W jaki sposób Twój system ma przeciwdziałać piractwu? Wydaje się, że on jednak zakłada uczciwość.
-
@julivert
System likwiduje piractwo poniewaz nie istnieje pojęcie piractwa. Płaci sie za wykorzystanie treści, a nie za to, że ktoś je wytworzył. Oczywiście, jezeli ktoś chce pobierac opłaty.
-
@szczurbiurowy
Czyli jeśli Ty oglądasz 10 filmów dziennie, a ja oglądam jeden film na tydzień i jesteśmy w tej samej sieci i mamy takie same łącze to będziemy płacić tyle samo za dostęp do netu? Skoro nie jest ważne kto ściąga, a ile ściąga cała sieć?
-
@julivert
tak tomniej więcj wygląda - płaska opłata usera, rozkłądająca się na producentow treści.
-
E...nie pierwszy.A moze i pierwszy,bo pewnosci ie mam czy o to samo chodzilo.Na Polske napewno
Dawno gdzies w USmanskim internecie o czyms takim czytalem.Podobno to cos,bylo niewykonalne.Moze teraz juz jest.
-
@szczurbiurowy
Wydaje mi się, że słabością Twojej koncepcji jest to, że dotąd nie została zastosowana w żadnej innej dziedzinie życia. Wyjątkiem jest ZUS, aczkolwiek są oczywiste różnice :)
-
Ten system jest raczej mało możliwy
Zakładając że jako kod masz na myśli MD5, łatwo jest zrobić by ten kod był nierozpoznawalny, szczególnie że mamy do czynienia z stratnymi kodekami których wynik nie musi być taki sam. To musiało by być coś takiego jak system YouTube który rozpoznaje treść, a nie dane pliku, ale to jest to wydajnościowo niemożliwe by śledzić to z punktu ISP. Nie dość że musieli by wyłapywać duże ilości danych, musieli by wyłapywać różnorodne protokoły, już nie mówiąc z kompresowanych plikach. Trasformacja systemu byłą by zbyt kosztowna, praktycznie było by to internetem od zera, popatrz sobie jak nawet teraz trudno im wprowadzić IPv6 mimo że internet potrzebuje go na gwałt, bo IPv4 na którym teraz internet działa skończyły się adresy IP. Są prostrze rozwiązania, chodz by wzięli by ACTA i pozmieniali by tak by było bardziej uczciwe.
-
@Autorze jestem przeciw
Oglądanie stron www to ściąganie plików, jakby kto nie wiedział!
Oglądanie stron www, to ściąganie masy ilości szmiry i śmieci, które internautom do niczego nie są potrzebne, a za które musieliby płacić. Cała twórczość przeszłaby dzięki Pańskiemu wynalazkowi w ilość, a nie w jakość. Autorzy stron www generowaliby zyski przez umieszczanie w plikach źródłowych masę komemtarzy, a muzycy długie solówki instrumentalne i powtarzane refreny. Na Salonie natomiast najwięcej zarabialiby trole...
Przemyśl Pan ten swój wynalazek jeszcze raz.
-
@Shadowriver
Zgoda - teraz wydajnościowo to kaszana.Ale za chwilę? Wracam do tego co pisałem wyżej o łączu 64 kbps 15 lat temu.
NIe ma co patrzeć w przyszłość przez wczorajsze okulary.
-
@PiSk
Widać nie zrozumiał Pan - czyli moja wina, za słabo wytłumaczyłem:
Gdy widzia Pan przed sobą stronę z tym wpisem, to ściągnał Pan do swojego komputera konkretne, nazwane z imienia i nazwiska pliki : HTML, js, TXT, JPG itd.
i w przypadku płatności za ich ściągnięcie pliki np[. TXT albo JPG następowałyby rozliczenia dzięki rozpoznanemu na wejściu do sieci providera nagłówkowi.
Treść jest zupełnienieistota, czy szmira, czy nie, czy długość solówki.
-
@szczurbiurowy
ok,
to jest działanie na ilość, jak wpłyniesz na jakość?
dlaczego ja mam płacić za coś takiego jak 'onet'? przecież dopóki nie zobaczę, to nie wiem co jest w danym pliku tekstowym...
-
@szczurbiurowy
Treść jest zupełnienieistota, czy szmira, czy nie, czy długość solówki.
Ano właśnie jest istotna, bo ja nie myślę płacić za coś czego nie miałem zamiaru ściągać. Jeśli na Pana blogu ktoś w komentarzu umieści jakiś rysunek (np. awatar), który sobie zarejestruje, dajmy na to w cenie 5 gr, a ja chcę sobie z Panem podyskutować, bo np. dobrze mi się z Panem rozmawia, to będę musiał conajmniej tyle razy zapłacić za ten rysunek, ile razy coś tu napiszę, gdyż za każdym razem muszę odświeżyć stronę. Gdy trloll zamieści u Pana kilka komentarzy z jakimiś bzdurnymi rysunkami, to zapłacę kilka razy więcej. Podobnie inni odwiedzający Pana stronę (jaki mam Pan licznik odwiedzin/notkę?)...
Cwani właściciele stron mogą zrobić tak, że tło strony czy jedna reklama, będą składały się z małych, płatnych kawałków, a system to wszystko zliczy i dopisze do rachunków. Skrypty też można rozbić na kawałki i każdy kawałek zarejestrować osobno, aby wczytywał się w osobnym nagłówku.
Możliwości nieuczciwego zarabiania jest dużo, a według Pańskiego systemu klient nie ma żadnych możliwoiści kontroli tego, co kupuje (ściąga).
Cena jednego nagłówka może być nawet groszowa, ale niech Pan oszacuje (wiem, że to nie problem dla Pana) ile nagłówków ściąga Pan każdego dnia i napisze tutaj ile zapłaciłby Pan, jeśli każdy z nich kosztowałby tylko 1 grosz.
Taki system przyniesie zyski cwaniakom i oszustom, a uczciwi ludzie za to wszystko będą płacili.
-
@PiSk @All
Widac po pytaniach, że rozmówcy przywiązali się do słowa "płacić" - że to oni płacą za treść.
Otóz to jest dokładnie to samo co opłata za transfer danych - operator płaci swoim kontrahentom, też operatorom, za ruch internetowy ze swojej sieci do ich sieci. I płaci za to pieniędzmi swoich abonentów, żadnymi innymi. Cześc opłaty abonamentowej idzie na to, inna część na zakup sprzętu, jeszcze inna na opłacenie ludzi. I teraz, jesli płaci się za transfer, to można tez płącić za rodzaj transferowanych pakietó∑, które będa w dodatku rozpoznawane (po kodzie) kto jest wytówrcą treści.
NIe ma to nic wspólnego z płaceniem ślepo za treści niechciane. Więcumówmy się - opłata za treść wynikająca z aboanamentu , analogiczna do opłat za dostęĻ do interntu, jakaś jej cześc.
co do możłiwość nadużyć - jasne wszystko jerst możliwe. Ja jestem innowatorem, a nie policjantem i szczerze mówiąc nie skupiam sie natym czy mój pomysł to umożliwia. Na tym etapie - pre koncepcyjnym niema najmniejszego sensu takie rozważanie. To jest tylko pewna idea a nie konkretne techniczne rozwiązanie, co zresztą ustaliliśmy w dyskusji, że taki system w tej chwili nie jest mozliwy ze względów wydajnościowych. Ale za 10 lat ? Kto wie. Ja 10 lat temu wtmyśłiłem mikropłatności, a teraz hulają, wobec czego jestem optymistą.:)
-
@szczurbiurowy
Problem zdaje się jest taki, że Pan to widzi od strony biznesu, a my od strony klienta. To dwa zupełnie inne punkty widzenia. :)
Ja też wyobrażam sobie co sam bymłbym w stanie zrobić, gdybym był inny, ale widzi Pan - ja nigdy nie ściągnąłem z sieci żadnego pirackiego filmu, a zaczynałem zabawy z Internetem jeszcze zanim Maloka Tymińskiego (w Polsce też była) opublikowała numer dostępowy (cnotę straciłem łącząc się na nr jakiegoś BBS-a w USA, to trwało kilka minut, ale dreszczyk po wykonaniu dira na FTP-ie w MIT z prędkością 2400 bodów pozostanie w pamięci na zawsze). Mam, po prostu, pewną wyobraźnię w kierunku takich możliwości. :)
-
@szczurbiurowy
nie przeczytałem dokładnie wszystkich wpisów, ale rozumiem, że czytelnicy rozpoczęli dyskusję nt. takich czy innych możliwości ulepszeń, udogodnień, ograniczeń, jednym słowem zmian
drugi akapit to prosty przykład tego, na co się takie (ewentualnie proponowane - nie zamierzałem śledzić rozwoju dyskusji, ale zaprzeczyć pomysłowi autora) zmiany zdadzą - ustawodawca/użytkownik/developer dostosuje swoje bzdurne pojęcie i i tak wyjdzie na czyjeś średnio przyjemne
innymi słowy szkoda, że mój bełkot okazał się nader .. "wymagający", :)
nawiasem, autorze, zdecydowałem się przeczytać te wpisy powyżej, poniżej, bo a nóż widelec, i wie autor co - tytuł mojego komentarza, choć początkowo wydawał się nieco niegrzeczny, jest jednak całkiem zasadny, i mam nadzieję, że autor przeczytawszy komentarze pod wpisem się z tym zgodzi, ;)
pozdr.
-
@hoppla
Jakieś merytoryczne argumenty? Wydajność? HTTPS? Strumieniowanie? Podpowidam, bo jakoś w KOlegi wypowiedzi nie widac śladu merytorycznośći WŁASNEJ , a jedynie podpieranie się wypowiedziami poprzedników.
-
@szczurbiurowy
http://hoan1.salon24.pl/384785,acta-konstruktywnie-krok-do-przodu-cz-1
lepiej?
-
@hoppla
Lepiej.Swietny tekst.
| Wszystkie notki | Dodaj bloga do ulubionych |
| Moje komentarze | Blog przez RSS |
| Moje wideo | Komentarze przez RSS |
Piszę w lubczasopismach
-
22.02.2012 23:49
-
22.02.2012 16:38
-
22.02.2012 16:24
-
22.02.2012 16:24
Ostatnie notki
-
Wałęsa nasz i nie nasz, czyli legenda wsobna
Wczorajsza dyskusja pod moim tekstem o Wałęsie skłoniła mnie do zastanowienia się nad innym, a mam wrażenie,...
23.02.2012 09:04 1 -
Nasze rachunki z Wałęsą
Jeśli ktoś przeżył jako człowiek świadomy (to znaczy nie jako dziecko) karnawał Solidarności, był...
22.02.2012 13:27 92 -
O skandalicznej wypowiedzi Rostowskiego wkurzony videoblog
A jak ktoś woli YT to prosze bardzo: www.szczurbiurowy.tv
21.02.2012 09:16 27
Moje wideo
-
O skandalicznej wypowiedzi Rostowskiego wkurzony Szczurbiurowy21.02.2012 09:04
Moje ostatnie komentarze
-
Problem polega nie na tym co zrobił albo nie zrobił Wałęsa 32 lata temu, ale co zrobił lub...
23.02.2012 07:32
-
Wałęsa podczas odsłonięcia nie czytał apelu poległych, ale otwierał uroczystość. Sam...
23.02.2012 04:59
-
Spadaj trollu
23.02.2012 04:58
-
Osobiście nie uważam, żeby Wałęsa prowadził aktywną działaność agenturalna w momencie...
23.02.2012 04:57
-
Dlatego, ze stwierdzenie , iż Polacy w 1980 byli bydłem obraza mnie i wszystkich , dla których...
22.02.2012 21:59
Najpopularniejsze notki
-
Żywe torpedy
komentarze: 172
-
Stan dziennikarzy - diagnoza z filmu o samobójczym strzale (link
komentarze: 144
-
List w sprawie listu Jaruzelskiego
komentarze: 125
-
Czy możliwe jest zbudownie "państwa Wolnych Polaków" AD 2012?
komentarze: 93
-
Nasze rachunki z Wałęsą
komentarze: 92
Aktywne dyskusje
-
Wałęsa nasz i nie nasz, czyli legenda wsobna
komentarze: 1ostatnio: TRESCHARCHI
-
Nasze rachunki z Wałęsą
komentarze: 92ostatnio: JACEK KORABITA KOWALSKI
-
"Nieprzemyślane" czyli Gang Olsena w akcji
komentarze: 56ostatnio: KUZYNMAUPY
-
O skandalicznej wypowiedzi Rostowskiego wkurzony videoblog
komentarze: 27ostatnio: GREG123
-
Niewyobrażalny skandal z zamknięciem Ośrodka Karta - videoblog
komentarze: 17ostatnio: FRITZ
Moje tagi
Ulubione blogi i lubczasopisma
- Asia Rysowniczka 52 78
- Eli Barbur 696 6367
- ewaryst fedorowicz 481 3500
- Free Your Mind 1413 59523
- Jacek Korabita Kowalski 314 526
- Jerzy Lackowski 91 663
- kataryna 333 4816
- Miesięcznik idź Pod Prąd 700 1516
- ndb2010 83 2390
- niewolnik 268 533
- seaman 574 13463
- Smok Gorynycz 233 1332
- Swirskifoto 7 6
- Tomasz P. Terlikowski 450 1468




czy te 2-3% to domysł, czy wyliczenie?
pzdr